Eclipse – król jest tylko jeden

Każdy planszoholik ma swój ulubiony typ gier. W przypadku Planszożercy nietrudno to stwierdzić. Wystarczy spojrzeć na jego topkę, w której znaczną pozycję utrzymują długie, epickie gry, zwłaszcza typu 4X. I choć autor nie zamierza pretendować do bycia specjalistą w tej dziedzinie gier, to jednak ma bardzo przyjemne wspomnienia choćby z rozgrywek w Twilight Imperium 3ed, Runewars, Star Trek Ascendancy, Clash of Cultures, Ciwilizacja Sid Meier’s. A na radarze czekają kolejne tytuły jak: Space Empire 4X, Exodus Proxima Centauri, Hegemonic… Z całym szacunkiem do wymienionych wyżej pozycji król 4X jest tylko jeden i ma on imię Eclipse – New Dawn of The Galaxy. Sporego rozmiaru pudło wraz z trzema dużymi dodatkami oferuje tak wiele dobra, tyle planszówkowej cudowności, że trudno opisać tę grę w kilku zgrabnych słowach.

Po prostu „kosmos”

Eclipse to gra w kosmosie, w której prowadzimy swoją frakcję/rasę do zwycięstwa. Ten kto zdobędzie jak najwięcej punktów ten wygrywa. Punktować można za wiele elementów: od reputacji, poziomu technologii czy odkryć, po kontrolę sektorów. Nie będę się rozpisywał na temat mechaniki gry. Jest tak wiele materiałów do przeczytania czy oglądania, że kto chce może się z tym bez problemu zaznajomić. Mogę tylko wspomnieć, że oś gry polega na wykonywaniu akcji, których jest sześć (ruch, badania, wpływy, upgrade, eksploracja, budowa) i za ich pomocą rozwijamy swoje kosmiczne dominium. Jest w niej wszystko: walka, eksploracja kosmosu, ekonomia, technologia, zdrady i przede wszystkim emocje,  które oferuje zwłaszcza dziewiąta, ostatnia runda gry.

Epicka gra na 8

Tak wygląda końcówka rozgrywki na 8 graczy. Oprócz monumentalnej planszy galaktyki, widać arkusze poszczególnych frakcji. Do tak epickiej gry potrzeba naprawdę dużego stołu 🙂

Kiedy pierwszy raz zagrałem w Eclipse’a zachwyciła mnie prostota zasad, które razem z genialną ikonografią sprawiają, że w tę grę może z powodzeniem zagrać osoba średnio wtajemniczona w arkana planszówek. Owszem, w pierwszej rozgrywce niekoniecznie znane będą wszystkie niuanse jak eksplorować czy rozwijać badania i statki kosmiczne, ale z pewnością już po 2-3 rundach nowicjusz będzie się sprawnie poruszał po modułowej planszy.

Gra oferuje sporą liczbę strategii zwycięstwa. Fakt, często determinowaną tym jaką rasą dysponujemy. Niemniej dla osób, które wylosowały frakcję nie odpowiadającą ich stylowi grania, istnieje możliwość wyboru frakcji o mniej wyspecjalizowanych cechach (wystarczy odwrócić kartę frakcji, by grać Terranami lub Magellanami i Octanisami w przypadku dodatków). I tak, można grać bardzo agresywnie, co skutkuje większą szansą wylosowania bardziej punktowanych żetonów reputacji, ale niestety kosztem rozwoju badań. Innym razem, można na początku gry inwestować w eksplorację i rozwijać ekonomię. Można też rozwijać badania i czekać na dogodny moment, by wykorzystać przewagę technologiczną w przyszłych starciach. Bo starcia w tej grze są nieuniknione, chyba że np. komuś, kto gra Plantą, uda się odizolować od świata (jest to bardzo rzadki przypadek i najczęściej spowodowany błędem pozostałych graczy, którzy dopuścili do takiej sytuacji).

Prawdziwa eksploracja

Eksploracja w wielu grach typu 4X jest traktowana bardzo po macoszemu (np. Twilight Imperium czy Runewars), gdzie odkrywanie kolejnych elementów modułowej planszy zastępuje się żetonami (sic!). Ten element w Eclipse jest wręcz epicki. Gracz naprawdę nie ma pojęcia czego może się spodziewać, zwłaszcza na trzecim, najbardziej zewnętrznym ringu sektorów. Ma się poczucie prawdziwej przygody i często stanowi to dla mnie duży dreszczyk emocji, zwłaszcza że od dobrego dociągu kafli sektorów zależy dalszy przebieg rozgrywki.

Początek gry

Początek gry na 8 osób. Odkryte są jedynie Ojczyste sektory frakcje, a reszta sektorów jest nie odkryta. Co więcej galaktykę można eksplorować także na zewnętrznych rubieżach, na tzw. trzecim ringu.

Dodatki

Sama podstawka gry oferuje wysoką jakość rozgrywki pod względem możliwości, zróżnicowania oraz regrywalności. Jednak to, co dają kolejne duże dodatki (Rise of Ancient, Ship Pack One, Shadow of The Rift) oraz 4 mini dodatki (Supernova, Nebula, Pulsar, Black Hole), wprowadza grę na kompletnie nowy poziom. Niby jest to dużo tego samego (nowe rasy, technologie, sektory) jednak wkomponowane w podstawową oś gry choćby takie elementy jak mutacje, sojusze, zakrzywianie czasu, wormhole, anomalie, roje, sprawiają że głębia rozgrywki jest nieprawdopodobna.

Na marginesie, tutaj chciałbym od razu podkreślić i polemizować z opiniami na temat dodatku Ship Pack One, który nie cieszy się dobrą opinią. Otóż fakt, wnosi on do gry nowe figurki statków, dedykowane pod „nieludzkie” rasy z gry podstawowej, przez co uważany jest za najmniej wartościowy, bo „dodaje jedynie plastik”. Jednak oprócz tego wprowadza do gry mechanizm kolejności pasowania graczy, który moim zdaniem nieporównywalnie poprawia ten aspekt gry (wcześniej liczyło się tylko to kto pasuje jako pierwszy lub ewentualnie jako drugi). Od tego momentu gracze mają większy wpływ na decyzję kiedy zakończyć rundę, co może mieć kluczowe znaczenie przy zakupie przyszłej technologii czy inicjatywie w wykonywaniu akcji ruchu.

Jeśli już mowa o dodatkach, to wisienką na torcie są właśnie mini dodatki, wprowadzające każdy po 2 nowe kafle modułowej planszy, przez co możliwości wykreowania galaktycznej planszy są jeszcze większe.

Upgrade statków

To co odróżnia Eclipse od innych gier 4X (zwłaszcza w Kosmosie) to możliwość projektowania statków według własnej intencji. Prawie każda frakcja ma do dyspozycji 4 rodzaje statków kosmicznych: myśliwce, krążowniki, pancerniki i stacje kosmiczne. Każde z nich składa się z odpowiedniej liczby slotów, w które można wstawiać moduły odpowiadające rozwojowi technologicznemu. Dzięki temu gracze mogą w dowolny sposób tworzyć konstrukcję swoich statków. To sprawia, że nie ma rozgrywki, aby gracze dysponowali zestawem tych samych konfiguracji statków. Co więcej, każda konstrukcja może mieć swoją kontrę niczym zabawa w papier, nożyce, kamień. Wszystko to sprawia, że trzeba na bieżąco czytać grę i badania przeciwników, by nie zostać zmieciony w pył w kluczowych rundach konfrontacji z przeciwnikami.

Projektowanie statków

Projektowanie statków w Eclipse – 4 typy konstrukcji, w których w dowolny sposób można wypełniać sloty na dowolne moduły. Jest tylko jeden warunek statki muszą posiadać napęd, zużycie energii nie może przekraczać źródła.

Euro czy Ameri?

W dyskusji na temat Eclipse nie sposób nie nawiązać do przysłowiowego już sporu czy mamy do czynienia grą Euro czy Ameritrashem (nie będę tutaj rozpalał nowego tematu, zainteresowanych dziwnie brzmiącymi pojęciami zapraszam tutaj). Jedni z uporem maniaka twierdzą, że Eclipse to czysta sałatka punktowa – bez finezji i polotu, drudzy doszukują się w tej grze agresji, losowości, epickości. Obie strony gotowe są za swoje poglądy prowadzić jakieś niezdrowe krucjaty. Dziwię się temu, bo uważam, że Eclipse obie wymienione cechy łączy ze sobą nad wyraz umiejętnie i nie stoją one ze sobą w żadnej sprzeczności. Eclipse to gra środka, hybryda, której rozgrywka ma niejako dwa oblicza. W początkowych rundach przeważa element zarządzania ekonomią, przeliczanie surowców na akcje, badania naukowe. Jednak czym dalej w las tym rozgrywka ewoluuje w bardzo kompetytywną grę ameri, gdzie nie tylko leje się krew, ale także jest wiele knucia, rozmów nad i pod stołem, wynikiem czego często pojawiają się zaskakujące zdrady i zmiany lokalnych sojuszów. Kulminacja rozgrywki, jaką są dwie ostatnie rundy, to kwintesencja klimatu i emocji jaką daje mi rasowy ameritrash, zwłaszcza w rozgrywce na 8-9 graczy gdzie liczba konfliktów i starć jest czasem przytłaczająca. Stąd może te emocje wokół tego tutyłu. Ortodoksyjne Euro-Dorotki w Eclipse będą widzieć jedynie elementy euro, a rasowi Ameritrashowcy jedynie konfrontacje i figurki.

Eclipse vs Twilight Imperium

Do częstych nieporozumień dochodzi także na płaszczyźnie porównywania Eclipse’a z planszówkową Magnus opus czyli Twilight Imperium. Jest to o tyle trudne, że są to gry bardzo odmienne od siebie. To, że obie gry są w kosmosie i mają heksagonalną modułową planszę, drzewko technologii czy statki kosmiczne nie oznacza, że są do siebie podobne. Eclipse to gra wielowątkowa, w której zdobywa się punkty zwycięstwa na dosłownie wszystkim. Twilight Imperium to epicka gra o wykonywaniu misji i grając w nią trzeba o tym na każdym kroku pamiętać. I żeby nie było, obie gry uwielbiam i uważam za genialne, choć w tej konfrontacji zawsze wybiorę Eclipse. Choćby ze względu na jego przystępność zasad, możliwość konstrukcji statków i to że mogę w tą grę zagrać z każdym i w dowolnym momencie. W TI3 niestety tak nie jest, bo ta gra mentalnie męczy i zużywa mózg – po takiej rozgrywce muszę odpocząć z miesiąc, by móc ponownie usiąść z ochotą przy stole z rozłożonym Twlightem. Niebagatelne znaczenie ma także czas rozgrywki. Rozgrywka w Eclipse na 6 graczy spokojnie może zmieścić się w 4-5 godzinach, co w przypadku TI3 często jest marzeniem ściętej głowy. Nie mówię już o rozgrywkach 8-9 osobowych, w które coraz częściej mam okazję grać w Eclipse.

Walka o GCDS

Walka o centralny sektor w galaktyce tzw GCDS – Galactic Central Defense System. Najbardziej pożądany hex – posiada najwięcej surowców i punktów zwycięstwa. Aby go opanować trzeba pokonać uber bossa.

Czy są jakieś plusy ujemne?

Jak każda gra Eclipse posiada także kilka cech, które są przez niektórych wytykane jako mankamenty. Z większością się nie zgadzam lub będę gorąco polemizował, ale dla pewnej równowagi wymienię choćby część z nich:

  • wykonanie – nie wszystkim podoba się szara, bura szata graficzna, zwłaszcza arkuszy frakcji czy żetonów, choć trzeba zaznaczyć, że tło kafli sektorów to zdjęcia z przestrzeni kosmicznej. Trudno zatem o bardziej klimatyczny kosmiczny motyw. Być może jednak niektórzy wolą coś innego. Mnie bardziej zależy na czytelności i spójności ikonografii niż wodotryski graficzne. Ale o gustach się nie dyskutuje.
  • losowość – sporo krytyki Eclipse dostał ze względu na walkę opartą na kościach. Zwracano uwagę, że rzuty bywają nieprzewidywalne i mogą wypaczyć rozgrywkę. I tak i nie. Poprzez technologię i projektowanie statków możemy bardzo pomóc szczęściu i z moich doświadczeń wynika, że tylko w skrajnych przypadkach pechowa walka miała kluczowy wpływ na dalszy przebieg rozgrywki (najczęściej to „poszkodowany” gracz decydował się na zbyt duże ryzyko walki z mocnym przeciwnikiem). Dlatego z krytyką kości nie mogę się zbytnio zgodzić. Jest jednak inny aspekt losowości, który uważam za zdecydowanie bardziej krzywdzący rozgrywkę, zwłaszcza u mniej doświadczonych graczy. Otóż chodzi o losowy dociąg kafli przy akcji eksploracji,  gdy gracz ma pecha i wylosuje obok swojej ojczystej domeny albo sektory silnie bronione przez starożytnych albo puste lub ubogie w zasoby. Taka sytuacja może w znaczący sposób zaważyć na jego losach w dalszych rundach, a nawet wyeliminować go z szansy na zwycięstwo.
  • rakiety – ten aspekt gry otrzymał przysłowiową gębę, że rakiety wypaczają rozgrywkę. Szczerze mówiąc, na ponad 30 moich rozgrywek w Eclipse tylko raz użyto rakiet i to z tragicznym skutkiem. Przewaga rakiet jest bardzo sytuacyjna, a inwestycja w rozwój technologiczny statków kompletnie nieopłacalna, w stosunku do modułów kontrujących rakiety (np. osłony czy hull). Stąd osobiście dziwię się temu larum, że rakiety to zło wcielone. No ale dopuszczam do siebie myśl, że może nie natrafiłem jeszcze na gracza, który mógłby zniszczyć system takim uzbrojeniem statków.
  • czynnik mutujący rast Octanis, którą wprowadził dodatek Shadow of the Rift sprawił, że frakcja ta jest moim zdaniem zbyt potężna.

Druga edycja

W ostatnich tygodniach gruchnęła wieść o tym, że Eclipse doczeka się swojej drugiej edycji. Jak na tytuł, który ma 6 lat, to dość zaskakująca decyzja. Z lakonicznego opisu wynika, że głównie poprawiona zostanie szata graficzna gry, choć wspomniano także o wygładzeniu niektórych zasad w samej mechanice. Z jednej strony informacja ta zelektryzowała moje planszówkowe zwoje nerwowe. Intrygują mnie zwłaszcza zmiany w mechanice gry. Autorzy wprowadzając kolejne dodatki udowodnili, że potrafią poprawić to, co wydawałoby się, już nie można ulepszyć. Jeśli będzie tak w przypadku drugiej edycji stanowić to będzie problem dla portfela. No właśnie to jest także druga strona medalu. Dla kogoś kto posiada Eclipse ze wszystkimi dodatkami, nowa edycja gry musi naprawdę mocno zaskoczyć na plus, aby móc rozważać kupno kolejnego pudła. Pożyjemy zobaczymy…

Nie mniej jednak dla tych, którzy nie posiadają Eclipse na swoich regałach warto poczekać i przekonać się, która wersja jest lepsza. A tym którzy jeszcze w ogóle nie zagrali w ten zacny tytuł, mogę tylko rzec wstyd, muł i hańba.

Warto przeczytać/posłuchać:
– Setka na trzech w Gradaniu
– wątek o grze na forum o grach planszowych